Odkurzyłam. Pozmywałam. Za pomocą miłego pana wymieniłam butlę z gazem (halo chce zamówić butle z gazem, och ach za godzinę będę z przyjemnością ją pani wymienię mrugając przy tym lubieżnie), upiekłam ciasto, przeczytałam kompendium wiedzy socjologii, zmyłam z paznokci gustowny czarny lakier, oberwałam krzew oazdobny z puchatych chujówmujów, które koniecznie trzeba obrywac bo nastąpi apokalipsa, wypiłam 129333284 herbat, zabiłam miliard komarów (a kolejny miliard czai się czekając na zgaszenie światła), przeżyłam atak lekkiej paniki i napierdlania sie po twarzy, przeczytałam jakąś książkę matki w stylu "drogi czytleniku w dupie byłeś i gówno widziałeś, ale ja jestem łaskawy i opowiem ci o obyczajach indian", wypiłowałam paznokcie i teraz wyglądaja jeszcze gorzej, uporządkowałam profil na Facebooku i siedzę tu teraz i trzęse się i telepię: CO BY TU JESZCZE ZROBIĆ. Trzy dni wolne pod rząd to dla mnie stanowczo za dużo.
skomentuj (2)
Wisła dokonuje odwrotu z mojego trawnika, ale to tylko taka zmyła dla przegrupowania sił, bo w TV juz zapowiadają drugą falę powodziową, kurwa mać. Nie żeby mi przeszkadzało totalne zalanie połowy podwórka. Zalane podwórka może miec jakiśtam plebs, z mojego rozciąga się widok na piękne stawy.
Koję nerwy wzmożonym wpierdalaniem i rozważam z matką zakup rowerka stacjonarnego. Chociaż w obecnej sytuacji bardziej przydałby się kajak.
To wcale nie jest tak, że ja nie mam co robić. Mam, naprawdę mam, mam tyle rzeczy do zrobienia, że mogłabym obdzielić kilku pracocholików. Po prostu naprawdę nie wiem czemu zamaist robić cokolwiek czytam gówniane pseudo-horrory i siedzę na facebooku. Ajajaj. To do mnie wróci, wróci i ugryzie w tyłek.
skomentuj (1)